piątek, 30 stycznia 2015

"Zbyt Ostrożni" PROLOG

Nie bądź zbyt ostrożny, bo nie zaznasz szczęścia...
Nieznany autor

Rachel siedziała spokojnie na ławce pod drzewem. Obok niej leżała torba, a na niej mundurkowy sweterek. Sama dziewczyna była ubrana w białą koszulę z kołnierzykiem, który związany był wstążką, zawiązaną w szeroką kokardę.Miała też czarną spódnicę i tego samego koloru baleriny. Inne dziewczyny chodzące po dziedzińcu szkoły ubrane były w takie same, bądź granatowe mundurki. Chłopcy nosili koszulę, marynarkę i czarne spodnie. Buty były dość specyficzne... aż trudno je opisać.
Zadzwonił krótki dzwonek w szkole. Rachel zamknęła książkę, którą czytała, wzięła torbę i ruszyła na lekcje angielskiego.

Stołówka była dość tłocznym miejscem. wraz ze swoim obiadem, powędrowała w róg pomieszczenia. Ze spokojem spojrzała na swój posiłek i stwierdziła, że gorszego szajsu nie mogli dać. Ziemniaki zmielone na papkę, polane sosem miętowym, do tego mielony i ogórek kiszony. Fu... Niestety, musiała to zjeść. Obserwowali ich wszędzie. Jeśli ktoś nie wykupił obiadu, od razu wędrowały skargi i zażalenia do rodziców. To samo, kiedy uczeń wyrzucił jedzenie. Cóż... Witajcie w South Street.
Umyła ręce i usta. Spoglądając w lustro, zaczęła rzuć gumę, by zabić smak zwróconego jedzenia. Rachel nienawidziła jeść. A zwłaszcza posiłków tak ochydnych, że pies by zwrócił. Co prawda, od paru już lat cierpiała na lekką anoreksję,  z której prawie się wyleczyła, ale i tak... ten obiad był do porzygania.

Kiedy otworzyła szafkę, okazało się, że zniknęły jej glany. Teraz dopiero zobaczyła je na d wejściem szatni, powieszone za sznurówki. Gdy podeszła bliżej, mogła przeczytać napis na doczepionej kartce. "Rudy Lis XD". Pięknie.
Rachel miała zielone oczy i czerwone jak ogień włosy. wcześniej jednak miały kolor futra lisa. Przynajmniej, zanim je pofarbowała, by się od niej odczepili. Czy się odczepili? Skąd.

Wróciła do domu i powędrowała do pokoju by się przebrać. Założyła czarną, krótką, choć szeroką bluzkę z gitarą, jeansowe szorty, a włosy związała w luźnego koka. Po szybkim "odrobieniu" lekcji, włączyła laptopa. Najechała na ikonę podpisaną "IRC" czyli Internet Real Chat. Nic ciekawego, prócz jakiegoś nieznajomego, który napisał marne "Cześć". Przewróciła oczami i zamknęła laptopa. Zakryła twarz dłońmi, po czym ją nimi otarła. Nagle usłyszała głos z dołu:
- Rachel, jesteś?
- Tak mamo, już schodzę!
Jej matka była bardzo elegancką kobietą. Codziennie nosiła ubranie innego koloru, ale tego samego typu. Zawsze żakiet, koszula, spódnica i buty na obcasie. Rachel była jej zupełnym przeciwieństwem. Słuchała metalu, starała się nosić różne ubrania i tylko do szkoły chodziła w mundurku. Zawsze odlicza godziny do powrotu do domu, byle się przebrać...
- Dzisiaj tata nie przyjdzie na obiad, a ja zaraz wychodzę, więc odgrzej sobie swoją porcję, dobrze?
- Yhym - przytaknęła dziewczyna i potarła oko, udając śpiącą. Byle matka dała jej spokój...
- Aha i dzwoniła do mnie twoja wychowawczyni. Czy to prawda, że zwyzywałaś kolegę z klasy?
- Mamo, on nie jest moim kolegą...  jest znajomym...
- ale czy to prawda?
- No... tak... ale...!
- Dlaczego?! - ton kobiety stał się wyższy i głośniejszy.
- No, bo... powiedział, że...
- Że CO?!
- Że... że metalu słuchają tylko sataniści, a prawdziwą muzyką jest pop...
Jej matka wyglądała na oburzoną i załamaną.
- Za taką błahostkę?!  Bo wyraził swoje zdanie? I wiesz co? Miał rację! Ten twój "metal" jest okropny! Nie wiem, jak możesz tego słuchać!
- A ty wiesz co?! Mam cię w dupie! I wszystkich innych ludzi! Jesteście okropni! Nie potraficie poszanować czyiś zainteresowań!
Odwróciła się i pobiegła na górę do swojego pokoju. Rzuciła się na łóżko, a twarz wtuliła w poduszkę łkając. Dobiegł ją głos zza drzwi:
- Słuchaj, ja teraz wychodzę, ale po powrocie, żądam przeprosin, jasne?!
- Zostaw mnie!
Dalej było słychać tylko stuki obcasów na schodach. Rachel ciągle łkała w poduszkę. Nagle rozległo się ciche "turlum!". Otworzyła laptopa i zobaczyła kolejną wiadomość na IRC. Był to ten sam nieznajomy. Napisał "Jest tam kto?" Ona mu odpisała "Tak, jest :")". Rozmowa toczyła się dalej:
- Coś się stało?
- A, nic. Pokłóciłam się z mamą.
- Ou... musi ci być ciężko.
- I jest.
- Mogę ci jakoś pomóc/pocieszyć?
Rachel chwilę się zastanowiła i napisała:
-proszę, żebyś mnie rozbawił :"D
- Hmn... może opowiem coś w stylu suchara?
- A proszę cię bardzo.
- -Po co nakleiłaś Nicorette na samochodzie?
  - Żeby mniej palił.
Rachel zaczęła się śmiać przez łzy.
- Dzięki, poprawiłeś mi humor =D
- Cała przyjemność po mojej stronie =) jestem Set, a ty?
- Rachel :3
- Masz ładne imię :)
- A dziękuję ^^
  Idę coś zjeść... wrócę za jakieś 30 min
- Ok ;) Smacznego.
-------
I co... lubelskie ma ferie :D Mam nadzieję, że zachęciłam was tym prologiem. Rozdział pojawi się niedługo.
Cześć!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz